211service.com
Gwiezdne wojny: Odcinek 1 – Recenzja Mrocznego widma: „Fantastyczny, puszysty, zabawny dla całej rodziny eskapizm”
Nasz werdykt
Uwierz w szum - warto na to czekać, o ile nie spodziewasz się arcydzieła. Lepszy niż Jedi, ale nie tak dobry jak Empire, odcinek 1 powinien zadowolić zarówno dorosłych fanów, jak i nowicjuszy w wieku przedszkolnym. Wtedy nie był to świetny film, ale wciąż świetna zabawa.
Werdykt GamesRadar+
Uwierz w szum - warto na to czekać, o ile nie spodziewasz się arcydzieła. Lepszy niż Jedi, ale nie tak dobry jak Empire, odcinek 1 powinien zadowolić zarówno dorosłych fanów, jak i nowicjuszy w wieku przedszkolnym. Wtedy nie był to świetny film, ale wciąż świetna zabawa.
Jeszcze nigdy żaden film nie był tak intensywnie oczekiwany. Jeszcze nigdy medialna maszyna nie była tak dobrze przygotowana dla tak oczekującej publiczności. Jeszcze nigdy film nie spotkał się z tak głośnymi fanfarami, jak ten okrzyknięty Gwiezdnymi Wojnami: Odcinek 1 – Mroczne widmo. I nigdy tak wielu ludzi nie było tak gotowych na pęknięcie bańki na twarzy George'a Lucasa.
Pierwsze amerykańskie pokazy prequela Gwiezdnych wojen spotkały się z chłodną reakcją krytyków, a jeden z fanów twierdził nawet, że zmarnował swoje życie, czekając na takie bzdury. Reakcja zaczęła się, zanim film dotarł do multipleksów. Ale po zebraniu ponad 105 milionów dolarów w ciągu pierwszych pięciu dni, nie można zaprzeczyć, że The Phantom Menace wywarło ogromny wpływ.
To prawda, że trudno jest każdemu naprawdę przejść „na zimno”, zważywszy na wszystkie materiały informacyjne i przedpremierowe, które już tutaj są. Ale kiedy już siedzisz na swoim miejscu – popcorn w jednej ręce, pijesz w drugiej – a intro zaczyna przewijać się do tego tematu, otrząsniesz się z cynizmu, a małe, nadpobudliwe dziecko w tobie zacznie krzyczeć z podekscytowania.

Prostym faktem jest to, że jest to zabawny film, który na pewnym poziomie nie spodoba się tylko oddanym hejterom Gwiezdnych Wojen. Ma niezbędną ilość potwornego szaleństwa i walk psów w kosmosie z prysznicami laserowymi, a kulminacyjne starcie jest wszystkim, na co można liczyć, łącząc zaciekłą bitwę między szkieletowymi droidami i kosmitami z płazów, pozaziemski atak na ogromny statek kosmiczny i trójstronny pojedynek na miecze świetlne.
Więc jeśli chodzi o działanie, to naprawdę jest to przypadek większego, lepszego, więcej. Prawie trzy czwarte odcinka 1 zostało stworzone cyfrowo i chociaż wirtualni kosmici i roboty czasami wyglądają trochę zbyt czysto i ostro w porównaniu z ich prawdziwymi odpowiednikami, sama różnorodność dziwacznych wsparcia dla stworzeń jest niesamowita. Jeszcze bardziej satysfakcjonujące są tła, które znacznie przewyższają bujną grafikę, powiedzmy, Piątego elementu, zwłaszcza tętniącej życiem metropolii stołecznej Coruscant, z jej zatłoczonymi dachami, drapaczami chmur i lewitującymi platformami do lądowania.
Jednak zabawa w stylu parku rozrywki osiąga swój szczyt w dwóch konkretnych scenach: pierwsza to 12-minutowy wyścig na strąki, który czerpie inspirację z pościgu na śmigaczach w Return of the Jedi. To kino z prędkością dźwięku, śmigające publiczność wokół dziwacznego stadionu Ben-Hur, podczas gdy „kapsuły” (sanie przywiązane do gigantycznych silników strumieniowych) eksplodują i rozbijają się po obu stronach. Drugi to pojedynek na miecze świetlne, w którym diabelsko fajny Darth Maul (Park) zmierzy się z obydwoma bohaterami Jedi jednocześnie swoim śmiercionośnym, podwójnym laserowym mieczem. W przeciwieństwie do Dartha Vadera, Maul jest gibki i zwinny, aw przeciwieństwie do Luke'a Skywalkera, zarówno Obi-Wan, jak i Qui-Gon są w pełni wyszkolonymi Jedi, więc akcja jest odpowiednio intensywna, zawierając kilka porywających tłumy akrobatycznych gestów.

Ale to wcale nie jest idealny film. Fabuła może nie jest aż tak uboga, jak się twierdzi (zaskakująco ciekawe są sceny dotyczące polityki Republiki i wybryki niejakiego senatora Palpatine'a), ale jasne jest, że po 20 latach odmawiając reżyserowania, Lucas nie poprawił swoich umiejętności aktorskich. Wszyscy wiemy, że McGregor, Neeson, Portman i Samuel L Jackson (który pojawia się na krótko jako Mistrz Jedi) są więcej niż w stanie zapewnić niezapomniane występy, ale wszyscy wydają się tutaj sztywni i niewygodni. Być może jest to oszukany dialog – lub po prostu fakt, że podczas kręcenia mieli stosunkowo mało interakcji – ale z pewnością nie wydają się być tak zabawni jak publiczność.
Sceny skupiające się na Anakinie Skywalkerze (Lloyd) i Jar Jar Binksie (Najlepszy) zirytują każdego, kto ma ponad 12 lat. Raczej, że kazano mu wielokrotnie krzyczeć takie rzeczy jak „Yippee!” i „Czarodziej!” A CG Binks (pomyśl o gadającym patois Goofy skrzyżowanym z traszką) nie służy żadnemu celowi poza drżącą, slapstickową ulgą. Miejmy nadzieję, że spotka go mały – powiedzmy – „wypadek” przed Epizodem 2.
Jeśli czujesz się wystarczająco wybredny, możesz łatwo rozerwać Menace na strzępy. To tylko konfiguracja Meet the Gang, z dziurami w fabule, podejrzanym tempem i możliwymi rasistowskimi podtekstami (chciwa Federacja Handlowa mówi z japońskim akcentem)… Ale to jest zblazowana, dorosła część ciebie mówiąca. Zrelaksuj się, cofnij się trochę, zostaw swój mózg w foyer, a gwarantowane będą dwie godziny fantastycznego, puszystego, zabawnego dla całej rodziny eskapizmu.
Gwiezdne Wojny: Odcinek 1 - Oferty Mroczne widmo Disney+ Gwiezdne wojny: Odcinek 1 - Upiór 7,99 USD /mth Pogląd w Disney+ Werdykt 4
4 z 5
Gwiezdne wojny: Odcinek 1 - Mroczne widmoUwierz w szum - warto na to czekać, o ile nie spodziewasz się arcydzieła. Lepszy niż Jedi, ale nie tak dobry jak Empire, odcinek 1 powinien zadowolić zarówno dorosłych fanów, jak i nowicjuszy w wieku przedszkolnym. Wtedy nie był to świetny film, ale wciąż świetna zabawa.
Więcej informacji
| Dostępne platformy | Film |