211service.com
Mroczny Rycerz Powstaje jest kryminalnie niedoceniany
Ordynans. Jest fajny, sprytny i lubi walić złych facetów na bonce. Jego filmy też są popularne. Batman V Superman: Świt sprawiedliwości wprowadza nową wersję Bruce'a Wayne'a (w tej roli Ben Affleck) i jest zupełnie innym podejściem do postaci Christiana Bale'a, ostatnio widzianej w 2012 roku w Mrocznym rycerzu powstaje. To kontrowersyjny film w fandomie. Ale jeśli sięgam po jeden z filmów Nolana do powtórki, to niezmiennie wybieram ten…

Łatwo zapomnieć, jak bardzo zależało na tym filmie. Ostatnia część wspaniałej trylogii Mroczny Rycerz Christophera Nolana miała ogromny ciężar szumu spoczywający na jego zakapturzonych ramionach. Jego poprzednicy na nowo wymyślili superbohaterów w filmach, zapewniając ostrzejszą alternatywę dla serii X-Men i Spider-Man. Batman Begins był thrillerem kryminalnym z miazgą z odrobiną mrocznej dziwaczności, a Mroczny Rycerz podniósł stawkę, wprowadzając radykalnie nowy ekran Jokera (wiele brakowało Heath Ledger) i tworząc bardziej surowy, bardziej ugruntowany film. To był film o superbohaterach, którym mogli się cieszyć ludzie, którzy nie lubili superbohaterów.
Trzeci film miał więc wiele do spełnienia. Kiedy w 2012 roku trafił do kin, początkowo spotkał się z ostrożnymi pochwałami. A potem zaczęły się pomruki niezadowolenia, gdy jego wady stały się zauważalne. I zdecydowanie ma wady. Są dziury w fabule wystarczająco duże, aby przejechać przez nie Tumbler; zakończenie jest prawdopodobnie zbyt schludne (jak na ironię, poprzedni film Nolana, Incepcja, doskonale zademonstrował, jak radzić sobie z tego rodzaju sprawami w sposób zadowalający), a złoczyńca – brutalnie elokwentny Bane Toma Hardy’ego – zostaje usunięty w najbardziej przyziemny sposób. Co najbardziej kontrowersyjne, istnieje ciekawy autorytarny podtekst, który wydaje się malować zamieszki podklas, które Bane początkowo zbiera (sztuczka, która pomaga mu podbić Gotham City) jako głupców, których należy zastąpić przez miliardera w kostiumie Batmana.
Nie jest to zatem klasyczny kaprys wszech czasów, na który liczyli fani trylogii. Twierdzę jednak, że jest to coś bardziej interesującego: pomieszana epopeja, która ma być najlepszym filmem o Batmanie i która prawie się udaje.

Na początek jest to Bat-flick w skali, której nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Mroczny rycerz to filozoficzna i moralna bitwa między Batmanem a Jokerem, w której Clown Prince of Crime postanawia zniszczyć duszę przeciwnika. Chociaż jest odpowiednio wypełniona akcją, z eksplodującymi szpitalami i ekscytującymi napadami na banki, jest to stosunkowo intymna historia; studium postaci, którego bohaterami byli akurat zabójczy klaun i mężczyzna ubrany w gumę.
Powstaje natomiast opowiada zupełnie inną historię. To epos o upadku miasta, powstaniu dyktatora i pokonaniu naszego bohatera, zanim w końcu odbuduje się na nowo. Jego komiksowe inspiracje są również inne: raz zwykli podejrzani: Czarny Rycerz Powraca , Zabójczy żart oraz Pierwszy rok są wyłączone, a Knightfall fabuła (w której Batman zostaje okaleczony przez Bane'a) i Ziemia niczyja (gdzie Gotham staje się obszarem katastrofy) są w toku. To sprawia, że film jest szybszy, bardziej dynamiczny i ma znacznie wyższą stawkę. Jego tempo jest również fachowo obsługiwane. To może nie brzmieć dużo, ale większość się z tym zgadza Mroczny rycerz ugina się pod koniec, wyprzedzając powitanie o dobre dziesięć minut. Powstaje , natomiast nigdy nie jest nudne. Historia przenosi się od polowania na Bane'a, do jego wojny z Gotham, do upadku Bruce'a Wayne'a, oblężonego miasta i ostatecznego, oczyszczającego powrotu Bruce'a i 'śmierci' z całkowitą pewnością.
Co ważniejsze, jest to historia, która dotyczy Bruce'a Wayne'a. Jest to zaskakująco rzadkie w filmach o Batmanie, a para Tima Burtona szczególnie skupia się bardziej na złoczyńcach niż na równie dziwacznym bohaterze. Tutaj Bruce jest załamany emocjonalnie i fizycznie przez okres miesięcy, zanim w końcu, boleśnie zmusza się do odbudowania się na ostatnią walkę – taką, o której wie (przynajmniej do późnego końca filmu), że raczej nie odejdzie z. Gdzie inne filmy skupiają się na coraz bardziej męczącej tragedii pochodzenia Batmana (i tak, Batman V Superman ma zrobić to samo), Powstaje skupia się na jego bohaterstwie, niezłomnej odmowie położenia się i śmierci oraz lojalności wobec miasta, które wielokrotnie kopało go w zęby. Tak, to niespokojny człowiek, ale Powstaje przypomina nam, że jest również zasadniczo dobry.
ŁAMACZ NIETOPERZY

Musimy porozmawiać o Bane'u. Próba pokonania Jokera Heatha Ledgera nigdy się nie udała, więc Mroczny rycerz powstaje nie próbuje. Zamiast tego Zmora Toma Hardy'ego to zupełnie inny rodzaj złoczyńcy. Jego imponująca sylwetka, ciężki oddech, inteligencja i ironiczne poczucie humoru wyróżniają go jako współczesnego odpowiednika Dartha Vadera (nie ma tu momentów zwątpienia w stylu Kylo Rena, po prostu wytrwałość w stylu Terminatora). I tak, ma głupi głos Orsona-Wellesa w koszu, ale to genialna decyzja. Można go łatwo skopiować, zapewniając godziny żmudnego, przepraszam, zabawnego naśladowania później w pubie, jednocześnie przekazując intelekt postaci. I spójrzmy prawdzie w oczy, w serii, która zawiera niezrozumiałe płukanie gardła Christiana Bale'a, nie jest to nawet najgłupszy ton w filmie.
Ale przede wszystkim Mroczny rycerz powstaje czuje się jak film o Batmanie. Nie mówię tu tylko o włączeniu Seliny Kyle (idealna na boisku Anne Hathaway) czy o tym, że – wzdycha! – Blake Josepha Gordona-Levitta okazuje się być Robinem, ale przez to, że nie boi się zabawy. Przybycie Nietoperza jest ekscytujące, a scena, w której Batman i Kobieta-Kot stoją ramię w ramię, walcząc ze złoczyńcami, bardziej przypomina jeden z komiksów, które go zrodziły, niż cokolwiek w poprzednich dwóch filmach. Jest w pewnym sensie staromodny, ale po trzech filmach Nolan zasłużył na te chwile.
Nie mówię tego Mroczny rycerz powstaje to najlepszy z filmów Nolana. Batman Początek było rewelacją w 2005 roku, podczas gdy Mroczny rycerz to oszałamiające arcydzieło, które zasługuje na hype, jakie dostaje. Ale Mroczny rycerz powstaje ma na celu pogodzenie różnych tonów trylogii, jednocześnie zapewniając coś, do czego Batman nigdy nie został zaprojektowany: ostateczne zakończenie. Podobnie jak jego kumpel Superman, Batman trwa wiecznie, nieustannie walcząc ze złem i nigdy się nie wahając. Ale w tym (nieco) bardziej ugruntowanym podejściu do mitu nigdy nie było to możliwe. Bruce Wayne to istota ludzka, którą można pobić, złamać i która w końcu będzie musiała zapakować walkę z przestępczością, zanim go zabije. Mroczny rycerz powstaje dostarcza satysfakcjonującego wniosku, który daje sposób na ucieczkę Bruce'owi Wayne'owi, jednocześnie ustanawiając nowego, być może bardziej robotniczego, obrońcę Gotham. Jeśli odpiszesz to za dziury w fabule, to szczerze mówiąc, jesteś nietoperzem.