Ostatnia recenzja świąteczna: „Zachowaj swój świąteczny dosh na coś wyjątkowego”

(Zdjęcie: uniwersalny)

Nasz werdykt

Taki świąteczny romans podszyty pewnymi zaskakującymi wyborami, muzycznie i narracji. Zmarnowana okazja.





Werdykt GamesRadar+

Taki świąteczny romans podszyty pewnymi zaskakującymi wyborami, muzycznie i narracji. Zmarnowana okazja.

Luźno zainspirowany odwiecznie popularnym hitem Wham! z 1984 roku, Last Christmas obsadza Emilię Clarke w roli pechowej świątecznej elfki, z Henrym Goldingiem (Crazy Rich Asians) jako jej czarującym nieznajomym. Ich romans rozgrywa się w błyskotliwym Londynie, więc w stylu Richarda Curtisa spodziewasz się, że trafi do Hugh Granta w numerze 10.

Aspirująca piosenkarka Kate (Clarke) ma nieustannie udaremniane ambicje, często przez samo-sabotaż. Na szczęście Golding jest gotów opowiedzieć się za korzyściami płynącymi z dobrych uczynków.



Reżyser Paul Feig (Druhny) śmieje się trochę bardziej zgryźliwie, niż można by się spodziewać po tak puszysto brzmiącym założeniu, a współautorka scenariusza / gwiazda Emma Thompson daje sobie największy chichot. Clarke jest bardzo łatwy do lubienia, a także skutecznie radzi sobie z kilkoma emocjonalnymi momentami, ale kilka poważnych problemów wciąga film na terytorium Turcji.

Po pierwsze, istnieją nieuniknione i niepochlebne paralele z doskonałym Fleabagiem w telewizji, szczególnie w związku siostrzanym. Muzycznie też mieści się między stołkami: nie jest to musical z pełną szafą grającą, ale jest za dużo George'a Michaela na standardowy świąteczny romans. Trzymanie się utworu tytułowego mniej by mnie zraniło. Zachowaj swój świąteczny dosh na coś wyjątkowego.

Werdykt dwa

2 z 5



Ostatnia recenzja świąteczna: „Zachowaj swój świąteczny dosh na coś wyjątkowego”

Taki świąteczny romans podszyty pewnymi zaskakującymi wyborami, muzycznie i narracji. Zmarnowana okazja.

Więcej informacji

Dostępne platformyFilm
Mniej