Podróż na PS4 jest zupełnie inna, mimo że jest to dokładnie ta sama gra

Podróż jest w dziwnym miejscu na PS4. Jego przejście na nowy sprzęt Sony w dużym stopniu odzwierciedla doświadczenia bezimiennego bohatera… wszystko w grze wygląda bardzo znajomo, ale sposób, w jaki faktycznie jest postrzegany podczas tej drugiej wycieczki, jest bardzo, bardzo inny. Wiele osób tym razem wie o Journey – wiedzą, co się dzieje, a także ci, którzy nie spodziewają się, że będą zachwyceni tym chwalonym przez krytyków, emocjonalnym ulubieńcem sceny niezależnej. A to stawia Journey w trudnej sytuacji.





Ciężar oczekiwań w Podróży jest ogromny. Ponieważ jest to gra promowana jako emocjonalny tour de force i mistrzowska klasa w takich sprawach, jak projektowanie gier i komunikacja niewerbalna, każdy, kto wejdzie do niej świeży, automatycznie coś poczuje. Cóż, ma ładną grafikę, nie zamierzam jej ciąć. I to ubarwia doświadczenie grania w nią po raz pierwszy, ponieważ zawsze zastanawiasz się, kiedy nadejdą wielkie momenty „wow”. A czy po prostu za tym tęskniłeś? Och, czy o to chodziło - ten kawałek z przesuwaniem?

Oczekiwanie czegoś po Journey jest bardzo sprzeczne z całym doświadczeniem Journey. Wskazówka tkwi w nazwie - jesteś tu w podróży i to jest moment wow. Działa jako całość, a nie seria wyróżniających się scen, a sposób, w jaki osobiście jej doświadczasz, jest kluczowy. Powodem, dla którego gra wywarła taki wpływ, jest to, że nikt tak naprawdę nie wiedział, czego się po niej spodziewać, więc poczucie zachwytu i odkrycia było bardzo nienaruszone. Druga lub trzecia rozgrywka jest inna, mniej cudowna, a nawet pierwsza wyprawa w świat – po trzech latach dodatkowego szumu – jest skażona.



I nie tylko na graczy wpłynął krytyczny sukces Journey. To już nie jest ciekawostka na konsoli ani eksperyment w niegdyś rozrastającej się przestrzeni indie. Sony oczekuje, że go kupisz i zagrasz, ponieważ jest częścią ekosystemu PlayStation. W rzeczywistości jest to sztandarowy tytuł dumnych relacji Sony z niezależnymi programistami, wprowadzony na najnowszą konsolę firmy jako świetny przykład „co możesz wygrać”. Jak na ironię, jest inaczej reklamowany, inaczej promowany i traktowany bardziej jak tradycyjny tytuł na konsole. Co nie jest w głębi serca.

Oznacza to, że jest bardziej prawdopodobne, że zobaczysz znajomych korzystających z funkcji udostępniania na PS4, aby uzupełnić swój kanał na Twitterze ładnymi obrazami gry od czasu jej premiery. Tak, nadal jest przystojny według nowoczesnych standardów, ale przycisk udostępniania nie może uchwycić tego, co czyni Journey naprawdę wyjątkowym: Ciebie. Przechwytuje to, co dzieje się na ekranie, ale nie daje żadnych wskazówek na temat tego, co czujesz ani co zabierasz z gry. A Podróż ma być bardzo osobistą sprawą – nawet anonimowa kooperacja jest za każdym razem zaprojektowana tak, aby była wyjątkowa – więc na PS3 było tym lepiej, gdy nie można było transmitować swoich wrażeń w szerszym świecie.



To, co dodatkowo pogłębia problemy Journey, to fakt, że przyzwyczailiśmy się do gier, w których stosuje się tę samą sztuczkę (nie, to nie jest prawdziwa sztuczka); te, które zabierają cię w emocjonującą podróż, odsuwając na bok liniową rozgrywkę na rzecz umożliwienia graczowi samodzielnego układania narracji. A więc Gone Home, To The Moon, Proteus itd. Nowa wersja Journey istnieje w świecie, w którym inni skopiowali lub zainspirowali się jej największym osiągnięciem – odkrywaniem i zachwytem nad oznakowanymi dreszczami emocji. Nie, Journey nie jest „właścicielem” tej koncepcji, ale była to jedna z niewielu współczesnych gier na tyle odważnych, by wypróbować ją w 2012 roku.

A jednak Podróż to wciąż niesamowita praca. To ta sama świetna gra, w którą mogłeś lub nie grałeś trzy lata temu, i nadal jest to coś, czego absolutnie powinieneś doświadczyć. Niewiele się zmieniło, dlatego postanowiłem napisać tę funkcję zamiast recenzji (prawie wcale - może wygląda trochę ładniej), ale pozostając niezmienioną i nieedytowaną, stała się bardzo inną grą w obrębie nowy kontekst. A kiedy Journey tak bardzo opiera się na sposobie, w jaki gracz na to reaguje, a nie na tym, czym faktycznie karmi osobę trzymającą kontroler, ma to duży wpływ. Więc jeśli ponownie wybierzesz Journey, spodziewaj się tej samej gry… tylko zupełnie innej.