211service.com
Recenzja 10 000 p.n.e.
Rolandowi Emmerichowi nie są obce przesadzone epopeje o skromnym emocjonalnym ciężarze. W końcu jest reżyserem odpowiedzialnym za Dzień Niepodległości, remake Godzilli z 98 i Dzień po jutrze, „pogromcy, którzy poświęcają historię i postać na ołtarzu bombardowania sensorycznego. Gdyby rzucił tą samą żelazną pięścią w tę pogmatwaną opowieść o prehistorycznym bohaterze i jego kłopotach z dziwnie bladymi Egipcjanami i przebiegłymi pachydermami, to 10 000 p.n.e. może podnieść się, choćby tylko od czasu do czasu, z rodzinnego, wywołanego przez CGI otępienia. Niestety, Emmerich zdecydował się kroczyć tutaj lekko, na nowo wyobrażając sobie bezkrwawą przeszłość bezdeptanych ataków mamuta i plemion wojowników z perłowobiałymi zębami i perfekcyjną gramatyką.
W miarę rozwoju naszej niezdarnej historii spotykamy D'Leha (Steven Strait), mieszkającego w górach łowcę mamutów o nowofalowym imieniu i włosach Lenny'ego Kravitza. Wkrótce jego dziewczyna Evolet (błyszcząca Camilla Belle) zostaje porwana podczas nocnego nalotu przez mrocznych handlarzy niewolników, którzy zgarniają każdą nieszczęsną duszę, jaką mogą znaleźć, aby pomóc im zbudować gigantyczne piramidy. Z pomocą podłego klanu afrykańskiego, D’Leh i kilku jego braci o głupkowatym imieniu (Ka’Ren?) rozpoczyna kontratak, aby uwolnić dziewczynę i uratować świat przed imponującymi trójkątnymi budynkami.
Swobodne igraszki Raquel Welch w bikini z futerkiem w okresie Milion lat p.n.e. poza tym filmy o jaskiniowcach i ich codziennych kłopotach nigdy nie wyszły dobrze. Ten szczególny krąg pozostaje tutaj nieprzerwany. Poza jedną, niewątpliwie budzącą podziw, sceną budowy piramid w stylu Cecila B DeMille'a, szalejące wykorzystanie komputerowej widowiska tylko sprawia, że film wygląda jak droga gra na Xboxa. Ciężka narracja Omara Sharifa, garderoba pod Thunderdome i niekończące się, szerokokątne ujęcia zrzędliwych kolesi z dredami przedzierających się przez śnieg też niewiele pomagają. Wszystko to mogło składać się na hałaśliwy kawałek wysokiego obozu na równi z Showgirls, King Kong Lives, a nawet Troll 2. Niestety, 10 000 p.n.e. nie jest zabawne – przypadkowo lub w inny sposób – przez nanosekundę. Jest po prostu zbyt długi i nabrzmiały. Wiesz, że masz kłopoty, kiedy nawet rzucający się tygrys szablozębny nie może ożywić twojego wieczoru…
Bankiet żebraków z mlecznymi bestiami CGI i niezgrabnymi bitewnymi scenami porno, 10 000 p.n.e. to ekstrawagancka strata czasu, pieniędzy i wysiłku. Fani wybryków jaskiniowców mogą chcieć wybrać coś bardziej dokładnego z historycznego punktu widzenia. Jak Flinstonowie.
Więcej informacji
| Dostępne platformy | Film |