211service.com
Recenzja Gemini Man: „Dwa Will Smiths w cenie jednego po prostu nie są tego warte”
(Zdjęcie: Paramount Pictures)Nasz werdykt
Przyjdź po nowinki techniczne, zostań na… hmm. Dwa Will Smiths w cenie jednego po prostu nie są tego warte.
Werdykt GamesRadar+
Przyjdź po nowinki techniczne, zostań na… hmm. Dwa Will Smiths w cenie jednego po prostu nie są tego warte.
Technologia zajęła 22 lata, aby dogonić założenie Gemini Man, thrillera o wysokiej koncepcji, w którym zabójca Henry Brogan (Will Smith) jest ścigany przez młodszego klona samego siebie. W 1997 roku Tony Scott był przywiązany do reżyserii, a wszyscy podejrzani o zwykłe działania – Cruise, Ford, Sly, Arnie, Clint, Connery – zostali wybrani do roli głównej. Ale prawdziwa gwiazda odmówiła wyjścia ze swojego zwiastuna: nieistniejący już dział animacji/VFX Disneya, The Secret Lab, nie zdołał złamać efektów odmładzających, o kryptonimie The Human Face Project.
Teraz, zaledwie kilka tygodni przed pojawieniem się Irlandczyka Scorsese ze zmarszczkami wyprasowanymi z De Niro i Pacino, Gemini Man wreszcie trafia do kin z reżyserem Anga Lee i 51-letnim Willem Smithem ściganym przez 25-letniego Willa Smitha , dzięki uprzejmości czarodziejów efektów Wety. Za stary na to gówno Will to Brogan, super-zabójca Agencji Wywiadu Obronnego (DIA), który po 72 zabójstwach rozwija sumienie. Narzekając na zranioną duszę, wymienia swój karabin na wędkę w Gruzji. Tylko były kumpel z wojska, Clay Verris (Clive Owen), który teraz kieruje sprywatyzowaną jednostką paramilitarną o nazwie Gemini, postanawia, że Brogan za dużo wie i musi zostać zlikwidowany. Na szczęście ma do tego tylko człowieka – Juniora, klona Brogana, który posiada wszystkie jego umiejętności plus lepsze kolana.
Oglądanie krzyżujących się mieczy Big Willie i Little Willie – a raczej wymiany strzałów i ciosów, gdy biegają po dachach, szamoczą się w katakumbach i śmigają z Belgii przez Kolumbię po Węgry – jest trochę jak oglądanie ulicznego maratończyka Rocky'ego Balboa w walce z wyrzeźbionym przez naukę Ivanem Drago, czyli T-800, walcz z ulepszonym T-1000. Efekty są olśniewające, a scenki mocne, nawet jeśli mają niewiele z piękna i płynności, które Lee wniósł do Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka.
To nie moment obrotowy, ale rozmowa jest problemem. Gdy Brogan ucieka przed swoim losem z pomocą oficera DIA Danny'ego Zakarweskiego (Mary Elizabeth Winstead) i dowcipnego pilota Barona (Benedict Wong), tematy natury kontra wychowanie, zabawa w Boga, to, co czyni nas ludźmi, i konflikt pokoleniowy, wszystko dyskutowane ołowiany. To dziwne, że dramat, dialogi i postacie w filmie Lee, który dał nam Rozważną i romantyczną, The Ice Storm i Brokeback Mountain, nie powinny się skończyć. Ale ostatnio pochłonęła go obsesja przesuwania granic technologicznych medium, ta sama obsesja, która żywi się Jamesem Cameronem i Peterem Jacksonem.
Ostatni film Lee, Long Halftime Walk Billy'ego Lynna (2016), został nakręcony z szybkością 120 klatek na sekundę (standard to 24; trylogia Jacksona Hobbit to 48), a zwiększona liczba klatek na sekundę jest innowacją, którą tutaj kontynuuje (opcja 3D-Plus to 60 klatek na sekundę z powodów zbyt nudnych, by wchodzić w to tutaj). Chodzi o to, aby zaoferować niezwykle ostre, hiperrealistyczne szczegóły; rzeczywistość jest taka, że zamienia film w błyszczący magazyn i sprawia, że kontury postaci są ostre jak skalpel, jakby były wycinane. Sprawia również, że wszystko jest tanie i amatorskie, ukrywając wspaniałe, odległe lokacje Bondian jako zepsute zestawy filmowe i sprawiając, że rekwizyty wyglądają, jakby zostały skradzione z szafki lokalnej produkcji szkolnej. Niejako nawet infekuje spektakle, okrada je z prawdy.
Jeśli masz ochotę doświadczenie, do dreszcz jazdy Gemini Man jest dla Ciebie, oferując niespotykane dotąd widoki i zapierającą dech w piersiach akcję. Jeśli chcesz satysfakcjonującego filmu, który zostanie z tobą dłużej niż pięć minut po wyjściu z kina, poszukaj gdzie indziej.
Werdykt dwa2 z 5
Recenzja Gemini Man: „Dwa Will Smiths w cenie jednego po prostu nie są tego warte”Przyjdź po nowinki techniczne, zostań na… hmm. Dwa Will Smiths w cenie jednego po prostu nie są tego warte.
Więcej informacji
| Dostępne platformy | Film |