Recenzja Szybcy i wściekli: Tokyo Drift

Po rozczarowaniu 2 Fast Too Furious, franczyza przenosi się do rozświetlonego neonami futuryzmu Tokio, szukając świeżego odrobiny farby. Wysłany do krainy wschodzącego słońca, by zamieszkać ze swoim tatą, z którym zerwał, wyścigowy szaleniec Sean Boswell (Lucas Black) odkrywa zarówno japońską kulturę wyścigów driftowych, jak i uwodzicielską sekspotkę Neelę (Nathalie Kelley) – dziewczynę mistrza związanego z Yakuzą, DK (Brian Tee) . A więc Znikający Punkt przez Zagubiony w Tłumaczeniu? Nie bardzo. Przesunięcie kontynentu zapewnia niewiele więcej niż ubieranie okien, z podkręconą fabułą – resztki gangsterów rozstrzygane przez rasy? Pa! – wzmocnione inteligentnymi działaniami, gdy samochody ślizgają się po parkingach i przełęczach górskich. To wszystko wciąż luźne rozbijanie samochodów i luźniejsze kochanie kobiet; tylko dla żądnych benzyny samotnych nastolatków, pragnących (z pewnością) ostatniego kilometra do wydojenia z koncepcji.





NIE OCENIAJ

Więcej informacji

Dostępne platformyFilm
Mniej