Recenzja Army of the Dead: „Zack Snyder jest na haju jak latawiec Netflix o zombie”

(Zdjęcie: Netflix)

Nasz werdykt

Jest zbyt długi i miejscami żmudny, ale warty ugryzienia w przypadku stałych fragmentów. Plus... tygrys zombie!





Werdykt GamesRadar+

Jest zbyt długi i miejscami żmudny, ale warty ugryzienia w przypadku stałych fragmentów. Plus... tygrys zombie!

Można to nazwać atakiem Zacka: jadąc na pelerynie w czterogodzinnym kawałku Ligi Sprawiedliwości Snydera, pojawia się jego dwuipółgodzinny film o napadzie na zombie Army Of The Dead. Jest to jednak thriller akcji, który planował od czasu, gdy wyrwał zombie z zombie z remake'iem rakietowego obcasa z 2004 roku, Dawn Of The Dead Romero.

Pomysł jest wysoki jak latawiec, ponieważ były bohater wojskowy Scott Ward (Dave Bautista) prowadzi szmacianą drużynę do otoczonego murem Las Vegas, placu zabaw dla chodzących (i biegających) zmarłych, aby ukraść 200 milionów dolarów z podziemnego skarbca. Mają 32 godziny, zanim bomba atomowa przetrze miasto z grzechu.



Tak, to Ocean’s Eleven spotyka Ucieczkę z Nowego Jorku z zombie. Wstępne napisy sugerują, że cała sprawa będzie hukiem: neonowo-różowe pismo wytłoczone na montażu rzezi. Showgirl zombie w boa z piór! Zombie Elvisa! Samoloty ostrzeliwujące bombardują tętniący życiem Strip! W kasynach rozkwita wściekle krew, a kwiaty ognia pochłaniają punkty orientacyjne.

Ale od tego momentu, przynajmniej do cudownie szalonego ostatniego pół godziny, wszystko się uspokaja. Jest świat do zbudowania i mnóstwo postaci do wprowadzenia, gdy Ward zbiera pilota śmigłowca Tig Notaro, włamywacza Matthiasa Schweighöfera, zabójcę zombie w mediach społecznościowych Raúla Castillo (!) i wielu innych, by wspomnieć. Cóż, może powinniśmy wspomnieć o Kate Elli Purnell – ona jest wyobcowaną córką Warda i pozwala na emocjonalne uderzenia pośród scen tygrysa zombie odgryzającego czyjąś twarz i kasyna strzelanego z karabinu maszynowego na strzępy, gdy zombie chrząkają, a banknoty wirują w powietrzu. Nie jest to subtelne, ale „Świt umarłych” Romero też nie był w jego satyrze na konsumpcjonizm.

Army of the Dead jest zbyt długi, ale wciąż pozostawia wiele niewyjaśnionych – zajmie się tym animowany serial Army of the Dead: Lost Vegas i prequel Army of Thieves – i tylko dotyka intrygującego pomysłu rządu za pomocą plagi zombie do pozbawić wolności obywatelskich. Ale jest to świetna zabawa, niezależnie od tego, czy zmieniasz ustalone zasady filmu Z, czy oferujesz stałe fragmenty, gung-ho w zwolnionym tempie, choreografię do coverów Elvisa „Viva Las Vegas”, The Doors „The End” i akustyczna wersja „Zombie” The Cranberries. Armia fanów Snydera pochłonie go w całości; inni mogą uznać to na zmianę za mdłe i smakowite, a na pewno będą odczuwać wzdęcia.




Armia umarłych jest dostępna w wybranych kinach w USA od 14 maja i dostępna na całym świecie w serwisie Netflix od 21 maja. Więcej informacji znajdziesz na stronie najlepsze filmy Netflix teraz.

Werdykt 3

3 z 5

Recenzja Army of the Dead: „Zack Snyder jest na haju jak latawiec Netflix o zombie”

Jest zbyt długi i miejscami żmudny, ale warty ugryzienia w przypadku stałych fragmentów. Plus... tygrys zombie!



Więcej informacji

Dostępne platformyFilm
Gatunek muzycznyAkcja
Mniej