Recenzja Army of Thieves: zabawny, nieistotny dodatek do nowej serii Netflix

(Zdjęcie: Netflix)

Nasz werdykt

Brak reżyserskiej ręki Snydera, Army of Thieves to wciąż zabawny film o napadach, który sprawia, że ​​już lubiana postać jest jeszcze lepsza





Werdykt GamesRadar+

Brak reżyserskiej ręki Snydera, Army of Thieves to wciąż zabawny film o napadach, który sprawia, że ​​już lubiana postać jest jeszcze lepsza

Armia Umarłych założenie było nowatorskie: grupa obdartych odmieńców łączy się, aby ukraść 200 milionów dolarów z zarażonego zombie Las Vegas, zanim bomba atomowa spadnie na Sin City. W rezultacie powstał jeden z lepszych filmów Zacka Snydera, pełen neonowych kolorów, krwawych strzałów w głowę i kradnącego sceny nieumarłego tygrysa. Teraz nadchodzi prequel, Army of Thieves, rzucający światło na Ludwiga Dietera, nerwowego niemieckiego łamacza sejfów z imponującym, wysokim piskiem krzyku.

Dieter – grany po raz kolejny przez Matthiasa Schweighöfera, który również pełni obowiązki reżyserskie, podczas gdy Snyder produkuje – okazuje się zaskakująco solidny, wprowadzając śmiech i emocje do dość przewidywalnej fabuły. Nie spodziewaj się wielu zombie, ponieważ Dieter – prawdziwe imię Sebastian – jest nieco nieświadomie zwerbowany przez zawodową złodziejkę Gwendoline (Nathalie Emmanuel) do włamania się do trzech niesławnych sejfów, z których każdy znajduje się w bankach o wysokim poziomie bezpieczeństwa rozsianych po całej Europie. Centralny skład wkrótce się dopasowuje – do pary dołączają kierowca (Guz Khan), haker (Ruby O. Fee) i twardy facet (Stuart Martin) – i zaczynają knować coraz trudniejsze napady.



Po drodze jest kilka zwrotów akcji, ale nic odkrywczego. Czasami jest po prostu zbyt wiele wątków fabularnych, z włączeniem niektórych zwaśnionych francuskich pracowników rządowych, którzy dodają znaczny bagaż do postępowań. Każda scena, w której nie ma Dietera, jest straconą szansą, a postać jest tym razem jeszcze bardziej lubiana – okazuje się, że Snyder wykonał właściwy telefon, zamawiając prequel przed wydaniem Army of the Dead.

Reżyserskiego talentu Snydera brakuje w częściach. Schweighöfer robi wrażenie za kamerą, zwłaszcza gdy ma miejsce faktyczne włamanie się do sejfu, co sprawia, że ​​normalnie przyziemna akcja staje się interesująca kinowo. Nie oczekuj jednak niczego, co mogłoby się równać z napisami początkowymi Army of the Dead ani szczególnie intensywnymi momentami, nawet jeśli okazjonalnie na ekranie pojawiają się zombie.

Ach tak, zombie. W jaki sposób film faktycznie łączy się z Armią Umarłych, poza ponownym pojawieniem się Dietera? Początkowo ustalono, że każdy rząd na świecie jest mocno skupiony na inwazji Las Vegas, dlatego Gwendoline uważa, że ​​to idealny czas na przeprowadzenie tych napadów. Później ostatnie chwile filmu idealnie pasują do tego, co będzie dalej. Powiązania między nimi są poza tym rzadkie, a ogólny efekt jest zabawnym spin-offem, który można z radością oglądać bez korzystania z Army of the Dead. W rezultacie Army of Thieves wydaje się być nieistotnym dodatkiem do nowej serii Netflix.




Army of Thieves trafi na Netflix 29 października. W międzyczasie sprawdź najlepsze filmy Netflix streaming teraz.

Werdykt 3

3 z 5

Recenzja Army of Thieves: zabawny, nieistotny dodatek do nowej serii Netflix

Brak reżyserskiej ręki Snydera, Army of Thieves to wciąż zabawny film o napadach, który sprawia, że ​​już lubiana postać jest jeszcze lepsza



Więcej informacji

Dostępne platformyFilm
Gatunek muzycznyKomedia
Mniej