Recenzja The Haunting of Bly Manor: zabawny horror Netflix, który sprawi, że poczujesz się nieswojo

(Zdjęcie: Netflix)

Nasz werdykt

Mike Flanagan wyprodukował kolejny zabawny horror, który sprawi, że będziesz spać przy włączonych światłach...





Werdykt GamesRadar+

Mike Flanagan wyprodukował kolejny zabawny horror, który sprawi, że będziesz spać przy włączonych światłach...

Jest coś nieznośnego Nawiedzenie Bly Manor – wszystko jest tylko trochę... niesprawne. To nie jest lekceważenie nowej serii Netflix, antologicznej kontynuacji The Haunting of Hill House, ale po prostu sposób na podsumowanie niepokojącego uczucia, które ogarnia cię podczas oglądania. Za każdym rogiem czają się ghule, obserwujące z ciemności i spod schodów, a każda postać ma jakieś dziwactwo, które sprawia, że ​​czuje się dziwnie i nie z tego świata.

Na początek wszyscy powracający aktorzy z Hill House grają różne postacie o bardzo różnych cechach. Przede wszystkim Victoria Pedretti jako Dani Clayton, amerykańska au pair za granicą, wynajęta przez brytyjskiego dżentelmena (Henry Thomas) do opieki nad jego siostrzenicą i siostrzeńcem. Dwoje dzieci ukrywa się w Bly Manor na angielskiej wsi, w pięknym otoczeniu splamionym straszliwą przeszłością.



Pedretti gra słodkiego, szczerego Daniego, który ma więcej niż powiew melodramatu; jedna scena – w której zostaje zamknięta w szafie – szybko zamienia się w nadmiernie dramatyczne wybuchy krzyków, podczas gdy inna scena widzi, jak jej płacz rozmawia z ogrodnikiem, gdy jej twarz zwija się w kulkę. Przedstawienie jest tak sprzeczne z tym widzianym w Hill House, co pomaga wprowadzić nastrój niepokoju, który przebija Bly Manor.

(Źródło zdjęcia: Netflix)



Widzisz, nic nie jest takie, jak się wydaje. W każdej scenie nawiedzają duchy – Dani przyprowadza nawet własne do Bly Manor – ale są one nieco bardziej oczywiste niż te, które czają się w Hill House. Być może po prostu dlatego, że wiemy, że tym razem możemy się ich spodziewać, ale duchy są tu mniej szokujące i bardziej nieśmiałe. Tylko tyle razy demon mieszkający w lustrze może cię przestraszyć, nie dając się przewidzieć. To także wynik tego, że showrunner Mike Flanagan nie kieruje każdym odcinkiem – serial nie jest tak starannie złożony jak Hill House, zwłaszcza osie czasu / retrospekcje, które nie są tak skutecznie przeplatane.

Sama historia też nie jest tak mocno nawinięta. Jest wiele przerażeń, które Cię zafascynują, ale tempo nie jest tak ożywcze jak w poprzednim serialu, który rozpoczął się jedną z najbardziej nawiedzających scen w historii telewizji. Tajemnica Hill House została lepiej zbadana w pierwszych odcinkach, co spotęgowało strach. Tutaj następuje wolniejsze spalanie i poleganie na Dani Pedrettiego, aby nas zainteresować, ponieważ w większości przyjmuje dominujący punkt widzenia. Nic więc dziwnego, że Flanagan zdecydował się oprzeć tę serię na różnych powieściach Henry'ego Jamesa, a nie tylko na krótkim Obrocie śruby.

Jednak porównywanie tego do Hill House jest może nieco niesprawiedliwe. Bly Manor ma podobną tkankę łączną – są te same powolne, pełzające szerokie ujęcia i mnóstwo przerażających skoków – ale nowa seria jest bardzo zabawna. Być może dziwne określenie, którego można użyć do opisania programu, który będzie cię prześladować długo po pojawieniu się napisów końcowych, ale taki, który pasuje do Bly Manor. Przerażenia sprawią, że złapiesz rękę swojego kumpla z kwarantanny, ale nigdy nie zmrozisz cię do szpiku kości. To jest najlepsza sobotnia noc oglądania materiału, który jest porywający, ponieważ bez względu na to, ile razy oglądasz Dani spacerującego po nawiedzonym budynku, zawsze jest napięta koncentracja na przerażeniu, które sprawi, że twój popcorn pokryje podłogę w salonie. Wraz z postępem odcinków intensywność wzrasta, a historia miłosna również rozwija się z emocjonalnym uderzeniem i własnym dziwnym zwrotem akcji. Ach, znowu ten niepokój – powód, dla którego nie będziesz dobrze spać po obejrzeniu Bly Manor.



(Źródło zdjęcia: Netflix)

Być może to, co sprawiło, że poczułem się najbardziej niespokojny, to przedstawienie Anglii w serialu. Serial zaczyna się chyba w Londynie, ale jest to całkowicie zamerykanizowana wersja. Dwie postacie wpadają na siebie w miejscu, które, jak przypuszczam, ma być pubem. Jednak to bardziej nowojorski bar niż londyński gastro. Kufelki nie są prawdziwymi kuflowymi kieliszkami – a przynajmniej nie wyglądają jak one. Plus, kilka zbyt wielu postaci – minus, mianowicie T'Nia Miller i Rahul Kohli, którzy są znakomici jako gospodyni i kucharz Bly Manor (choć Kohli jest słabo wykorzystany) – ma podejrzane akcenty. Wiem, że Flanagan był w Anglii co najmniej dwa razy, aby udzielać wywiadów prasowych (byłem tam!), co sprawia, że ​​jest to jeszcze bardziej przerażające.



Na szczęście Bly Manor jest wystarczająco dobry, aby przezwyciężyć błąd wielkości kufla (Boże, tęsknię za pubem), a fani horrorów raz jeszcze będą zachwyceni przywództwem Flanagana w tym gatunku. Z Bly Manor można się świetnie bawić, co dowodzi, że ta seria antologii ma wystarczającą moc, aby przetrwać wiele sezonów.

The Haunting of Bly Manor jest teraz na Netflix. Jeśli oglądaliście już serial, koniecznie przeczytajcie nasz artykuł dalej Zakończenie Nawiedzenia w Bly Manor wyjaśniono.

Werdykt 3,5

3,5 na 5

Recenzja The Haunting of Bly Manor: zabawny horror Netflix, który sprawi, że poczujesz się nieswojo

Mike Flanagan wyprodukował kolejny zabawny horror, który sprawi, że będziesz spać przy włączonych światłach...

Więcej informacji

Dostępne platformytelewizja
Mniej